Budżet na 2010 rok to katastrofa
Jeśli popatrzeć wyłącznie na wzrost PKB – do czego usilnie przekonuje nas premier Donald Tusk – Polacy powinni być zadowoleni. Nasza gospodarka nadal rośnie najszybciej w Europie. (Swoją drogą: jak w tym kontekście brzmi hasło pogodni za Europą? Mamy obniżyć PKB Polski?). Tylko, że jednocześnie kurczą się wpływy podatkowe, a skarb państwa ma coraz poważniejsze problemy z regulowaniem swoich bieżących zobowiązań.
Szef ministerstwa finansów Jacek Rostowski cały czas robi dobrą minę do złej gry, ale sytuacja stanu finansów państwa staje się coraz trudniejsza. Tymczasem do odejścia szykuje się Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów, która miała być specjalistką od budżetu.
Wiem, że ta informacja została już zdementowana, ale jakoś mi się wydaje, że nie ma dymu bez ognia i przynajmniej wiceminister planowała podanie się do dymisji. Zrezygnowała z tego pomysłu być może ze względów politycznych naciskana przez premiera i jej bezpośredniego pryncypała Rostowskiego.
I właśnie o stan w kasie państwa idzie – pani minister miała grozić dymisją, bo nie zgodziła się na podawanie do wiadomości publicznej zmanipulowanych i zafałszowanych informacji na temat budżetu przekazywanych przez Jacka Rostowskiego.
Na czym miałyby polegać owe manipulacje i czego dotyczyć? Być może sprawa dotyczy obecnego deficytu budżetowego, który wg słów ministra Rostowskiego jest pod kontrolą. Tymczasem sytuacja pod tym względem ma być katastrofalna, bo dziura budżetowa jest dużo większa, niż zakładano. I w dodatku systematycznie się powiększa… W związku z tym Skarb Państwa nie jest w stanie realizować podstawowych zobowiązań budżetowych.
Być może dlatego cięte są wydatki budżetowe (tzn. ta jedna trzecia, którą można, bo jej poziom nie jest regulowany ustawami)! W budżecie brakuje pieniędzy nie tylko na policję i wojsko, ale także administrację publiczną, pomoc społeczną, a nawet bieżącą obsługę długu zagranicznego. Cięte są również dotacje dla samorządów.
A poszczególni ministrowie coraz bardziej desperacko poszukują oszczędności i dodatkowych źródeł wpływów tam, gdzie ciąć – przynajmniej na razie – nie można, czyli w ZUS. Rząd Donalda Tuska w ekspresowym tempie planuje nowelizację ustawy, która umożliwi Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych zaciąganie pożyczek w budżecie państwa oraz w Funduszu Rezerwy Demograficznej. Na razie FUS może co najwyżej pożyczać pieniądze tylko od banków komercyjnych.
Z budżetu FUS może dostawać wyłącznie dotacje. Z kolei rezerwa demograficzna ma ułatwić domknięcie finansów publicznych za kilkadziesiąt lat, gdy w Polsce będzie więcej emerytów niż osób pracujących.
Premier Donald Tusk najwyraźniej nie planuje aż w aż tak długiej perspektywie. Jego interesują wyłącznie wybory w 2010 i 2011 roku. Aby wygrać te wybory, absolutnie nie może pozwolić na to, by dług publiczny przekroczył 55 procent produktu krajowego brutto, bo wtedy trzeba byłoby ostro ściąć wydatki państwa, aby zbilansować budżet.
I w tej sytuacji o wysłaniu większych sił do Afganistanu czy nowych autostradach będziemy mogli zapomnieć. Podobnie jak Donald Tusk o byciu premierem przez kolejną kadencję.
Zatem rząd Donalda Tuska robi wszystko, by nie musieć robić niczego. W tym celu gotowy jest doprowadzić kraj do ruiny i ograbić wszystkich ze wszystkiego. Byle po cichu.
Interesujące może być, jakie tłumaczenia usłyszymy, jeśli wiceminister Suchocka-Roguska rzeczywiście odejdzie z rządu. Czyżby zawsze ważne „powody osobiste”?
Tagi: Afganistan, budżet, cięcia budżetowe, deficyt, deficyt budżetowy, Donald Tusk, dziura budżetowa, dług, dług publiczny, Elżbieta Suchocka-Roguska, FRD, Fundusz Rezerwy Demograficznej, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, FUS, minister finansów, pieniądze, PKB, policja, pomoc społeczna, premier, produkt krajowy brutto, Skarb Państwa, wojsko, wybory, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, ZUS